Gdy nie chce się pisać…

Pisarz nie zawsze ma ochotę na pisanie. Jest tak wiele rzeczy, które rozpraszają i odwodzą od planów. Jednak zawsze powracamy.

Bo nie zawsze chce się pisać

Pogoda się psuje, deszcz pada za oknem. Ciężkie krople uderzają miarowo w szyby i parapet. Przyśpieszają, a ja patrzę i biorę łyk herbaty. Zapach mango roznosi się po pokoju. Otulam się ciaśniej kocem. Zerkam z niechęcią na komputer i plik porozrzucanych chaotycznie notatek: wydrukowane rozdziały, poprzekreślane zdania, struktura magii, charakterystyka postaci, planet, ras… Wzdycham. Wszystko przytłacza i tak bardzo, tak strasznie się nie chce.

Może obejrzeć film? Może otworzyć szkicownik i naszkicować wreszcie ten obrazek, przyuważony na Pintereście? O, a może by tak wejść na Pinteresta albo na Facebooka? W sumie już od pół godziny nie widziałam nic nowego… Odstawiam kubek na stół, pocieram o siebie dłonie i otwieram laptopa. Wchodzę na interesujące mnie strony, tracę czas, przeglądając śmieszne filmiki. Mija godzina i druga, aż wreszcie do mnie dociera co tak właściwie robię i co chciałam robić.

Opieram się o poduszki i przyglądam się jeszcze raz laptopowi i walającym się wszędzie kartkom. Przypominam sobie swoje marzenia: to o wydaniu książki, wyjazdach, poznawaniu nowych ludzi, o stałym rozwoju i niesłabnącej chęci kreatywnego poznawania świata; marzenie, takie cichutkie o przekazaniu światu czegoś ważnego, może o ekranizacji mojej powieści czy o wydaniu jej za granicą? Aż wreszcie myśli się uspokajają, serce zwalnia i przypominam sobie najważniejszy cel, najważniejsze marzenie i nadrzędną potrzebę, od której rozpoczęła się cała przygoda z pisaniem.

Potrzebę spisania wszystkich nagromadzonych w głowie pomysłów. Podzielenia się z innymi własnym światem, niedostępnym w rzeczywistości. Ożywienia postaci, które nawiedzają mnie w dzień i w nocy i proszą, nie, nakazują, abym wreszcie zajęła się ich historią – bo tak jak ja, one również mają swoją.

Biorę głębszy oddech, zakładam słuchawki na uszy i ponownie sięgam po laptop. Tym razem jednak otwieram folder Artistic Stuff.

I zatapiam się we własnym świecie.
Świecie, do którego już niedługo otworzę wam drzwi.

Twórczego dnia!

Alicja Wlazło

Niepoprawna optymistka, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Nie poddaje w wątpliwość istnienia smoków; upiera się nawet, że w przeszłości udało się jej jednego oswoić. Fantastyka to jej żywioł. Nawiedza ją milion pomysłów na minutę i obawia się, że nie starczy jej życia na spisanie chociażby części.
Alicja Wlazło

Latest posts by Alicja Wlazło (see all)