Magiczne przedmioty Daenionu: Bransoleta z kamieni Riijan

Postanowiłam, że samo przedstawienie bohaterów serii Zaprzysiężeni to za mało i chcę podzielić się z wami czymś jeszcze. Czymś nietuzinkowym, specjalnym i z pewnością magicznym.  Czymś, co przeplatać się będzie przez całą serię! Mianowicie zapraszam na pierwszy wpis dotyczący Magicznych przedmiotów Daenionu. Mam nadzieję, że cykl przypadnie wam do gustu i dzięki niemu poznacie lepiej wszystkie magiczne artefakty, jakie umieściłam w moim pierwszym książkowym cyklu.

Oczywiście zaznaczę z góry, że tak samo jak w cyklu Bohaterowie serii Zaprzysiężeni wpisy będę uzupełniać i aktualizować w miarę, jak pojawiać się będą kolejne części. Wszak zgadzacie się ze mną, że nie powinnam wam niczego zaspojlerować. 😉 

Dobrze, w takim razie zaczynamy!

A na pierwszy ogień idzie nic innego, jak bransoleta Zaprzysiężonych.

To właśnie dzięki niej istota otrzymuje szansę wstąpienia w szeregi tej jakże elitarnej, co jednocześnie mocno popie… ekhm, porąbanej grupy, której głównym celem jest utrzymanie sprawiedliwości pomiędzy poszczególnymi światami, a także na nich samych. Nie powiem, żeby im to jakoś wybitnie wychodziło, ale raczej nie możemy winić za taki stan rzeczy tej niewinnej błyskotki, prawda…? 😉

Uniosłam powieki. Nie chciałam wstawać, jeszcze nie. Czułam, że kiedy się podniosę, prawda znów zwali mnie z nóg. Zamiast tego poprawiłam się na kanapie i podłożyłam lewą dłoń pod głowę. Coś zabrzęczało, ściągnęłam brwi. Podniosłam rękę przed oczy. Na moim nadgarstku ujrzałam błyszczącą bransoletę, składającą się z nieociosanych kamieni, połączonych czarno-srebrnymi ogniwami przypominającymi te w łańcuchu. Jej ciężar przytłaczał. Nie pamiętałam, żebym ją zakładała. Wcale jej nie pamiętałam. Oczy zaszczypały, położyłam rękę na poprzednim miejscu, dłużej nie poświęcając jej uwagi. Zajmę się tym jutro, jednak teraz czułam, że sen znowu mnie przywoływał. Zamknęłam oczy, nieświadoma, że ciężar bransolety sięgał mojej duszy, przemieniając ją na zawsze.

Mrok, pierwsza księga cyklu Zaprzysiężeni

Bransolety pojawiają się w przypadku przeżycia przez kandydata ciężkich, niemal traumatycznych wydarzeń. Czasem jednak nie tylko wtedy. Czasem trzeba być umierającym, by zyskać szansę na nowe życie… Ale z czy na pewno lepsze? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w Mroku czy Iskrze. 😉 Ale, ale, żeby nie było, iż wciąż powtarzam w kółko to, co niektórzy z was już może doskonale wiedzą, pragnę wam zdradzić jeden mały szczegół. Bransolety wykuto z kamieni Riijan, które spotkać można tylko w jednym miejscu i to nie na Ziemi. Ale, chyba odrobinę za bardzo wybiegam w przyszłość.

Co jeszcze mogę powiedzieć o tych magicznych błyskotkach?

Gdy Władca jeszcze żył, bransolety były z nim związane – w obojgu żyła iskra, ta sama. Władca zaliczał się do jednej z niewielu osób, które przeżyły zaaplikowanie do ciała iskry w jej najczystszej postaci. Nigdy nie nosił bransolety, one powstały później. Stanowiły coś na kształt katalizatora pomiędzy iskrą a istotą, która miała zostać obdarzona mocą. Dzięki temu nie tylko najsilniejsi ludzie mogli wstąpić w szeregi Zaprzysiężonych, ale także ci o słabszej esencji czy też istoty pochodzące z pozostałych światów. Bransolety słuchały Władcy, jednak odkąd jego cały ród wymarł, zaczęły żyć własnym życiem.

Mrok, pierwsza księga cyklu Zaprzysiężeni

Jak więc widzicie po śmierci ostatniego Władcy Zaprzysiężeni musieli poradzić sobie nie tylko z potępionymi, lecz także z prawie opętanymi bransoletami, które zaczęły zachowywać się wedle swojego widzimisię. A najgorsze, że nikogo nie słuchały. Aż dziwne, że całkowicie nie zniknęły z widnokręgu wszechświata.

Ale co o użytkowaniu takiej bransolety może powiedzieć jej szczęśliwy właściciel?

Bransoleta błysnęła czerwienią, wysyłając moc do mojej dłoni. Rzuciłam zaklęcie. Jego siła odrzuciła potępionego na kilka metrów, lecz zaraz przystąpił do kolejnego ataku. Słałam pocisk za pociskiem, głównie ogniowe. Ale przeciwnik był zwinny. Pot wystąpił mi na czoło. Stwór się zbliżał.

Mrok, księga pierwsza cyklu Zaprzysiężeni

Pomocny przedmiot, taka niby niepozorna bransoleta, a daje moc, choć chyba raczej: otwiera Zaprzysiężonego na jego własne pokłady magii, których wcześniej nie był świadom. I pomaga, choć upierdliwie nie daje się zdjąć. W żaden sposób.

W powyższym cytacie możecie dostrzec, że bransoleta na dodatek wypuszcza z siebie świetlne błyski – ich kolor jest ściśle związany z typem magii, jakiego właśnie używa Zaprzysiężony. Ale o tym kiedy indziej, na dzisiaj wystarczy.

Twórczego dnia!

Wasza autorka.

Alicja Wlazło

Latest posts by Alicja Wlazło (see all)