- Brak komentarzy

Powiem ci, że zawsze zastanawiałam się nad tym, w jaki sposób mogę się rozwijać jako pisarz od momentu wydania książki. Okazuje się, że sposobów jest wiele, z których każdy wydaje się bardziej zajmującym od poprzedniego.

Nie mówię tu oczywiście o kursach kreatywnego pisania czy też innych, pozwalających szlifować swój warsztat. Nie mówię, ponieważ one same przez się zawsze będą stanowiły dobry pomysł na ulepszenie własnego pisarstwa. Chodzi mi jednak o inne sposoby.

Podczas uczestnictwa w kursach zapadła mi w głowie pewna teza: jeśli nie piszesz dobrze w gatunku, jaki sobie wybrałeś, powinieneś próbować w innych. Aż do skutku. Zawsze zastanawiało mnie takie podejście do tematu, ponieważ nigdy nie widziałam siebie w pisaniu czegokolwiek poza fantasy. Możliwe, że zwężało to moje horyzonty oraz możliwości, lecz wiedziałam, że pisanie o magii i niezwykłych stworzeniach przyniesie mi przyjemność, jak nic innego.

Ostatnio jednak natknęłam się na konkurs na powieść obyczajową. Nie powiem, wygrana skusiła tak, że poczułam, jak policzki mi płoną z radości. Zatarłam więc ręce, siadłam przed klawiaturą mojego laptopa i… nie potrafiłam napisać niczego sensownego. Nagle sklecenie prostych zdań zdawało się wykraczać poza moje granice. Wreszcie, wzięłam się w garść i po chwili wahania, zabrałam się do pisania.

Niestety pierwszy szkic pierwszego projektu okazał się całkowitym niewypałem. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że nie nadaję się do pisania obyczajów. Jednak w głowie kiełkowały kolejne dwa pomysły. Zastanawiałam się zaledwie przez ułamek sekundy. A potem znowu usiadłam, tym razem z kubkiem gorącej herbaty w ręku, i zaczęłam pisać. Starałam się oddać atmosferę, jaka powinna według mnie panować w powieściach obyczajowych. Złapać pewną ulotność chwili i ważność ludzkiego życia. Istotę słów oraz zachowań.

Sama nie wiem czy udało mi się to osiągnąć. Mam szczerą nadzieję, że tak, ponieważ zamierzam dokończyć tę powieść.

Dlaczego?

Bo skradła mi serce.

Wspomniałam jednak o dwóch kiełkujących pomysłach. Niestety początku drugiego nie udało mi się jeszcze ukończy. Lecz muszę powiedzieć, że jest on najbardziej obiecującym projektem z całej trójki. I (o, dziwo!) jakoś rozmija się z jakimikolwiek koncepcjami powieści obyczajowej.

Cieszę się, że spróbowałam. Nie dość, że poszerzyłam horyzonty to jestem bogatsza o doświadczenie. Oraz o dwa, ciekawe pomysły. Ciekawe, że dopiero teraz, niemal po dwóch latach od ukończenia kursów zdecydowałam się przetestować tę tezę na własnej skórze.

Ciekawa jestem jeszcze jednego.

Czy ty, jako czytelnik, lubisz, gdy twój ulubiony autor przerzuca się na inny gatunek?

 

Photo: pixabay.com.pl, unsplash.com

 

Alicja Wlazło

Alicja Wlazło

Niepoprawna optymistka, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Nie poddaje w wątpliwość istnienia smoków; upiera się nawet, że w przeszłości udało się jej jednego oswoić. Fantastyka to jej żywioł. Nawiedza ją milion pomysłów na minutę i obawia się, że nie starczy jej życia na spisanie chociażby części.
Alicja Wlazło

Latest posts by Alicja Wlazło (see all)